Podróże i loty po koronawirusie. Co się zmieniło? Czy jest normalnie?

Przez ostatnie miesiące byliśmy terroryzowani krzykliwymi artykułami, które ze zgrozą informowały, że już nic nie będzie takie samo, a już na pewno nie podróże po koronawiursie. Jak wygląda turystyka po koronawirusie? Czy wywołujące panikę artykuły prasowe są zgodne z rzeczywistością? Co się zmieniło? Jakie są obostrzenia na lotniskach u w czasie lotu i czy w ogóle jakieś są?

Na otwarcie granic i przywrócenie międzynarodowych lotów wszyscy czekaliśmy od dawna. Wreszcie większość świata wróciła do normalności i chociaż wciąż z niektórych badań wynika, że pewna grupa nazwijmy to wyjątkowo ostrożnych turystów zrezygnuje w tym roku z wypoczynku. My do tej grupy nie należymy.

Z początkiem lipca wybraliśmy się na pierwszą od dawna podróż samolotem. Wystartowaliśmy z lotniska w Krakowie i polecieliśmy do Neapolu. Jeśli zastanawialiście się jak wygląda podróżowanie po czasach koronawirusa to mamy dla Was relację z pierwszej ręki. Co się zmieniło? Czy cokolwiek?

Okazuje się, że panika wzbudzana przez media głównego ścieku była tylko… paniką wzbudzaną przez media głównego ścieku. Są oczywiście pewne niewielkie i uciążliwe przeszkody. Pierwszą z nich są bramki mierzące temperaturę. Jeśli macie okres, po dniu na plaży skacze Wam temperatura, macie stan zapalny w jamie ustnej który spowodował gorączkę musicie uważać, żeby autorytatywnie nie stwierdzono że macie stan podgorączkowy. Podobno niektórzy mają na to różne sposoby.

Drugą z uciążliwych przeszkód jest dłuższa odprawa. Na lotnisku pojawiamy się o 10 minut wcześniej, niż do tej pory przed zamknięciem lotów. Poza tym? Owszem istnieje obowiązek noszenia maseczek na pokładzie samolotu i obsługa niby tego pilnuje, ale nikt nie wyrzuci Was z samolotu z wysokości 10 tysięcy metrów jak wystawicie nos zza maski. Z resztą siedzenie w masce utrudniającej oddychanie podczas długiego lotu może być szkodliwe.

Ostatnio modnym słówkiem jest tak zwany “social distancing” i owszem – na lotniskach są nalepki informujące gdzie należy stawać by utrzymywać odległość od pozostałych osób ale teoria teorią, a praktyka praktyką. W praktyce zarówno podróżni jak i sama obsługa lotnisk, ze zrozumiałych względów, nie jest w stanie stosować się do tego wymogu.

Lecieliśmy do Włoch o których krążyły legendy o tym, że każdy podróżny będzie musiał obowiązkowo spowiadać się z miejsca do którego zmierza i składać oświadczenie o stanie zdrowia. Praktyka pokazuje, że kompletnie nikt nie składa takich oświadczeń i przy podróży do Włoch kompletnie nikt ich od nikogo nie wymagał.

Poepidemiczne podróże mają też kilka zalet. Na pokładzie tanich linii lotniczych mniej jest sytuacji w których obsługa chce wcisnąć nam produkty czy udział w loterii. Na lotniskach wciąż jeszcze są mniejsze tłumy i niektóre z lotniskowych sklepów i sklepików są pozamykane. Oczywiście z upływem kilku następnych tygodni się to zmieni. Patrząc na ceny biletów lotniczych na najbliższe miesiące widać, że ludzie mają zamiar błyskawicznie wrócić do podróżowania.

Zaletą “nowej normalności” jest też to, że kontrole na lotnisku przebiegają obecnie zdecydowanie sprawniej i szybciej niż dotychczas więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Jeśli obawialiście się, że obostrzenia będą odbierały Wam smak życia to możemy uspokoić – nie jest tak źle. Jeszcze nie jest w 100% normalnie i na przykład we Włoszech w wielu miejscach trzeba nosić maseczki ale panika którą próbowały wywołać w naszych umysłach media jeszcze kilka tygodni temu nijak ma się do rzeczywistości.

Dodaj komentarz